Przeczytałam fascynującą książkę. Ayaan Hirsi Ali "Niewierna". Skończyłam cztać kilka dni temu a opowiedziane w niej wydarzenia wciąż odtwarzają się w mojej głowie niczym film na DVD. To autentyczna historia autobiograficzna o kobiecie, która urodziła się w Somalii, wychowywała się w krajach afrykańskich uciekając przed wojną, głodem, biedą, aby potem łudem szczęścia, może nawet cudem, wyjechać do Europy, wykształcić się i stać się obrońcą praw kobiet i toczyć za nie polityczną walkę. To historia afrykańskiej rzeczywistości, tylko dla twardych. Historia o muzułmańskiej wierze, utożsamianiiu się z nią, szukaniu sensu, negowaniu, stawianiu pytań. Historia kobiety zdeterminowanej, mimo tak wielu przeciwności. Historia muzułmańskiego wychowania, tak okrutnego momentami. Historia odnajdywania własnej tożsamości wśród bliskich, a także wśród zupełnie obcych. Historia walki o prawo do własnego zdania, własnych decyzji i wolności wyboru.
Przepomniał mi się "Kwiat pustyni" Walis Dirie. Jest coś w tych afrykańskich kobietach, które mają niezwykłą odwagę i determinację by walczyć o siebie, i o innych. Być może jest to coś co ja podziwiam szczególnie, bo mi brak aż takiej wiary i aż takiej w sobie siły. A im się udało, i to jak! I trudno się nie zgodzić z opisywanymi destrukcyjnymi siłami religii, gdy ktoś ślepo się nią kieruje. I trudno nie być zszokowanym aspektami islamu, o których nie słucha się na codzień. Sceny opisane w "Niewiernej" oddziaływują i dają do myślenia.
Tematyka wielokulturowości, asymilacji, poszukiwaniu własnej tożsamości jest mi bliska, pisałam na ten temat pracę magisterską, a o od podstawówki sięgam po takie historie w książkach, opartych na faktach. Przerażają, fascynują i inspirują...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz