Podobno dziś jest najgorszy dzień w roku. Wyliczyli to jacyś uczeni czy ktoś - sama nie wiem. Podobno to dzień, gdy ludzie uświadamiają sobie, że ich postanowienia noworoczne są daleko w tyle, bez rezultatów, aura na zewnątrz też nie nastraja dobrze, więc ogólna depresja ogarnia ludzkość. Nie byłam tego świadoma wcześniej, a jednak dość dziwny ten dzień.
Zaspałam. Budzik zadzwonił, tak, nie mogę na niego zwalić winy. Zadzwonił o 7.10, a ja musiałam go wyłaczyć zamiast ustawić drzemkę i wstać za 5 minut. No ale to już taka śpiocha natura, że rano nie zawsze kontaktuję co dokładnie się dzieje wokół. No ale budzę się, a na zegarku 8.26. Czyli za max 15 minut muszę wyjść z domu. No to luzik, jeszcze tylko zerkam przez okno czy muszę się spieszyć bo trzeba zeskrobywać szron z szyb samochodu, ale widzę, że szyby przezroczyste. No to spokojnie, myję zęby, myśłę co włożyć, make-up - ale tylko tuszem rzęsy, banana do torby na śniadanie, gotowa, wychodzę, 8.40. Ups, jak tu ślisko, ledwie wyszłam z domu, a już prawie wywrotka, ale stoję, spokojnie. O nie! Szyby może przezroczyste, ale całe z grubą warstwą lodu, w ogóle cały samochód pokryty jest warstwą lodu, no to trzeba jednak skrobać. Ogrzewanie szyb na maxa, a lód nie chce zejść, skubany, no nie, spóźnię się na pociąg. Wreszcie coś widać, mogę jechać, no pięknie - 8.52. Późno, ale spokojnie, bo na ulicach szklanka. No nic, jadę i jakoś tu zielone, tam zielone, może się uda, nie raczej się nie uda. W radiu już wiadomości o pełnej godzinie, a tu miejsc do parkowania nie ma, znajduję gdzieś na końcu, no dobra, to teraz biegiem. Pędzę, byle tylko się nie poślizgnąć, wbiegam na dworzec, 9.05, patrzę na tablicę i nie widzę, pociąg już musiał odjechać, nie ma go. A nie! Jednak jeszcze jest, dziś odjeżdża o 9.07, no to biegiem, po schodach, peron, pociąg jest! Zdążyłam! Ale zadyszka, nie dobrze mi, ale jestem w pociągu! Katowice, teraz pędem do pracy, mało czasu. Ślisko jak diabli na tych chodnikach, aaaa, ale by było, normalnie taniec na lodzie. Tylko spokojnie, i znów się udało nie wywrócić, a może to wszystko to znak, że nie powinnam iść do pracy? No dobra, dotarłam cało i zdążyłam.
W pracy jak w pracy, trochę zawirowań jak zwykle, ale nie jest źle. Tylko pod koniec dnia zaczyna boleć głowa, a tabletka nie chce pomóc. No to chyba jednak nie pójdę na jogę dziś, jeśli nie przestanie boleć. Może i dobrze, posiedzę z tatą, w końcu to jego urodziny dziś. 18.00 wychodzę z pracy, już nie jest tak ślisko jak rano, tylko jakiś korek tramwajowy. Jeden tramwaj stoi pusty, za nim kolejny i kolejny i w dali kolejka tramwajów. Ten pierwszy tramwaj chyba zepsuty. Jakiś taksówkarz postanowił chyba zawrócić, no ale tak zawrócił, że stanął w poprzek torów przed tym pierwszym pustym tramwajem. I stoi. No a nagle tramwaj zaczyna jechać, i jedzie, bez motorniczego, o nie, o nie, tramwaj jedzie na samochód! Bum! To drugi tramwaj popchnął ten pierwszy zepsuty, a taksówkarz nie zauważył, że ten jedzie na niego. Dobrze, że prędkość nie była duża, bo nic nikomu się nie stało, ale samochód na pewno uszkodzony. Od razu tłum ludzi z przystanku podbiega zobaczyć co się stało. No nic, idziemy na dworzec. A tu o pociągu ani słychu. Po chwili informacja z głośników, że będzie opóźniony 20 minut. No to czekamy. Wreszcie jest zapowiedź, że wjedzie, czekamy, no i jedzie, jedzie, wjeżdża na peron - ale czemu taki dziwny, stary, a gdzie nowoczesny pociąg Kolei Śląskich? No nic, wsiadamy i jedziemy do domku. Dzwoni D., on jedzie w przeciwną stronę, ale właściwie to już nie jedzie, bo stoją gdzieś w zadu..u i nie wiadomo co dalej. No my jedziemy, uff. A jednak nie do końca, tuż przed stacją Zabrze zatrzymujemy się i stoimy. Może tylko przepuszczamy jakiś pociąg, o ten co właśnie pojechał? Nie, jednak stoimy dalej. Ale już jestem głodna, a głowa dalej boli. No to może ten drugi pociąg przepuszczamy? Wreszcie, po 15 minutach, ruszamy, jedziemy, do domu, oby jak najprędzej do domu. I jesteśmy, 19.35. Teraz do autka, i do domku, zobaczyć się z tatą. Już dość późno. Ale autko znów w lodzie, ogrzewanie na maxa i skrobiemy, wreszcie coś widać, można jechać. A tu ślisko i nieodśnieżone, ale powolutku, powolutku, docieram do celu. Zamykam samochód, 19.50, tato właśnie wychodzi z domu. Czekaaaaaaaj! Czeka. Składam życzenia, wręczam prezent, ściskam, życzę jak najlepiej i przepraszam. Jeszcze rozmawiamy chwilę jak ten dziwny dzień minął, tato musi już iść. Zrobił obiadek, mmm :)
Dziwny dzień, dziwny, ale wcale nie taki zły. Albo przynajmniej nie dałam się tym wszystkim przeciwnościom. Bo wczoraj wieczorem postanowiłam sobie, że od dziś nie będę się denerwować. Nie dam się ponieść emocjom. Będę miła dla innych, nie będę wredna i złośliwa. Koniec z tym, bo już mnie to wykańcza! Więc nawet jak coś nie będzie po mojej myśli, to dam radę na spokojnie to rozegrać. Po ostatnich moich wybuchach złości, związanym z nimi wstydem, wyrzutami sumienia i stresami postanawiam to odmienić! Od dziś. Wiem, że to nie łatwe, ale dzisiejszy dzień pokonałam bez krzty złości powtarzając sobie, że cokolwiek by nie było to nie jest warte moich nerwów i złośliwości, i dałam radę i szłam z uśmiechem dalej. Także w tym teoretycznie najgorszym dniu w roku, gdy postanowienia się nie spełniają, ja robię postanowienie. I trzymam za siebie kciuki, i Wy, ktokolwiek to czyta, też trzymajcie! Musi się udać, tak na przekór... ;-)
poniedziałek, 21 stycznia 2013
niedziela, 20 stycznia 2013
Dziękuję Panu, Panie Stuhrze!
Pochłonęlam Pana książkę "Tak sobie myślę" niemalże jednym tchem! Dziękuję, to było wzruszające, ale i zabawne, mądre i inspirujące. Czytając tę książkę teraz cofnęłam się w czasie o ponad rok i mogłam z dystansem jeszcze raz spojrzeć na minione wydarzenia zeszłego roku, a to ciekawe doświadczenie. Tak trudno się z Panem nie zgodzić z Pana obserwacjami i komentarzami do tego co się działo - frustracje małostkowością, ludzką hipokryzją, jak trafnie Pan to ujął. Cieszyłam się z Panem radościami z oczekiwań na wnuczkę (śliczna), sukcesami Pana syna (niektórych rzeczy dowiedziałam się z tej książki, jako że nie czytam "Pudelków" itp.). A w tym wszystkim Pana walka z chorobą. Taki spokój z tej książki bije, to za pewne za sprawą pana żony Basi (jak Państwo muszą się kochać), ale też i wsparcia zwykłych ludzi (te listy od dzieci sprawiły, że aż zakręciła mi się łezka w oku). Pana wspomnienia i przytaczane anegdoty wywoływały uśmiech (musiałam dziwnie wyglądać śmiejąc się znad książki w pociągu). Podziwiam Pana już od lat, naprawdę uwielbiam to, co Pan robi. To druga Pana książka, którą miałam przyjemność czytać po "Chorobie sercowej". Obie nasuwają mi taką refleksję, że teraz już nie ma takich ludzi, albo naprawdę jest niewielu, z takim kręgosłupem moralnym, z taką kindesztubą, z takimi tradycjami wyniesionymi z domu, z taką niezłomnością, skromnością a jednocześnie i poczuciem własnej wartości, a także godnością. Przepięknie Pan pisze, Panie Jerzy (obym ja kiedyś pisała z taką lekkością). Dziękuję! I życzę Panu dużo zdrowia, a sobie możliwości oglądania Pana w jakiejś nowej roli, ale też liczę, że może Pan kiedyś się jeszcze podzieli swoimi przemyśleniami w kolejnej książeczce (po "Historie rodzinne" zamierzam już za chwilę sięgnąć).
się już więcej nie wymądrzam bo co ja tam wiem
Biedronka. Wsypuję sobie nerkowce na wagę do torebki. Do sprzedawczyni:
Ja: Po ile są te orzechy?
Sprzedawczyni: To nie są orzechy proszę pani! To są nerkowce!
Ja: tak, wiem. Po ile te orzechy nerkowca?
Sprzedawczyni: To są nerkowce
;-)
Ja: Po ile są te orzechy?
Sprzedawczyni: To nie są orzechy proszę pani! To są nerkowce!
Ja: tak, wiem. Po ile te orzechy nerkowca?
Sprzedawczyni: To są nerkowce
;-)
piątek, 18 stycznia 2013
Przeczytałam fascynującą książkę. Ayaan Hirsi Ali "Niewierna". Skończyłam cztać kilka dni temu a opowiedziane w niej wydarzenia wciąż odtwarzają się w mojej głowie niczym film na DVD. To autentyczna historia autobiograficzna o kobiecie, która urodziła się w Somalii, wychowywała się w krajach afrykańskich uciekając przed wojną, głodem, biedą, aby potem łudem szczęścia, może nawet cudem, wyjechać do Europy, wykształcić się i stać się obrońcą praw kobiet i toczyć za nie polityczną walkę. To historia afrykańskiej rzeczywistości, tylko dla twardych. Historia o muzułmańskiej wierze, utożsamianiiu się z nią, szukaniu sensu, negowaniu, stawianiu pytań. Historia kobiety zdeterminowanej, mimo tak wielu przeciwności. Historia muzułmańskiego wychowania, tak okrutnego momentami. Historia odnajdywania własnej tożsamości wśród bliskich, a także wśród zupełnie obcych. Historia walki o prawo do własnego zdania, własnych decyzji i wolności wyboru.
Przepomniał mi się "Kwiat pustyni" Walis Dirie. Jest coś w tych afrykańskich kobietach, które mają niezwykłą odwagę i determinację by walczyć o siebie, i o innych. Być może jest to coś co ja podziwiam szczególnie, bo mi brak aż takiej wiary i aż takiej w sobie siły. A im się udało, i to jak! I trudno się nie zgodzić z opisywanymi destrukcyjnymi siłami religii, gdy ktoś ślepo się nią kieruje. I trudno nie być zszokowanym aspektami islamu, o których nie słucha się na codzień. Sceny opisane w "Niewiernej" oddziaływują i dają do myślenia.
Tematyka wielokulturowości, asymilacji, poszukiwaniu własnej tożsamości jest mi bliska, pisałam na ten temat pracę magisterską, a o od podstawówki sięgam po takie historie w książkach, opartych na faktach. Przerażają, fascynują i inspirują...
Przepomniał mi się "Kwiat pustyni" Walis Dirie. Jest coś w tych afrykańskich kobietach, które mają niezwykłą odwagę i determinację by walczyć o siebie, i o innych. Być może jest to coś co ja podziwiam szczególnie, bo mi brak aż takiej wiary i aż takiej w sobie siły. A im się udało, i to jak! I trudno się nie zgodzić z opisywanymi destrukcyjnymi siłami religii, gdy ktoś ślepo się nią kieruje. I trudno nie być zszokowanym aspektami islamu, o których nie słucha się na codzień. Sceny opisane w "Niewiernej" oddziaływują i dają do myślenia.
Tematyka wielokulturowości, asymilacji, poszukiwaniu własnej tożsamości jest mi bliska, pisałam na ten temat pracę magisterską, a o od podstawówki sięgam po takie historie w książkach, opartych na faktach. Przerażają, fascynują i inspirują...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
