Pochłonęlam Pana książkę "Tak sobie myślę" niemalże jednym tchem! Dziękuję, to było wzruszające, ale i zabawne, mądre i inspirujące. Czytając tę książkę teraz cofnęłam się w czasie o ponad rok i mogłam z dystansem jeszcze raz spojrzeć na minione wydarzenia zeszłego roku, a to ciekawe doświadczenie. Tak trudno się z Panem nie zgodzić z Pana obserwacjami i komentarzami do tego co się działo - frustracje małostkowością, ludzką hipokryzją, jak trafnie Pan to ujął. Cieszyłam się z Panem radościami z oczekiwań na wnuczkę (śliczna), sukcesami Pana syna (niektórych rzeczy dowiedziałam się z tej książki, jako że nie czytam "Pudelków" itp.). A w tym wszystkim Pana walka z chorobą. Taki spokój z tej książki bije, to za pewne za sprawą pana żony Basi (jak Państwo muszą się kochać), ale też i wsparcia zwykłych ludzi (te listy od dzieci sprawiły, że aż zakręciła mi się łezka w oku). Pana wspomnienia i przytaczane anegdoty wywoływały uśmiech (musiałam dziwnie wyglądać śmiejąc się znad książki w pociągu). Podziwiam Pana już od lat, naprawdę uwielbiam to, co Pan robi. To druga Pana książka, którą miałam przyjemność czytać po "Chorobie sercowej". Obie nasuwają mi taką refleksję, że teraz już nie ma takich ludzi, albo naprawdę jest niewielu, z takim kręgosłupem moralnym, z taką kindesztubą, z takimi tradycjami wyniesionymi z domu, z taką niezłomnością, skromnością a jednocześnie i poczuciem własnej wartości, a także godnością. Przepięknie Pan pisze, Panie Jerzy (obym ja kiedyś pisała z taką lekkością). Dziękuję! I życzę Panu dużo zdrowia, a sobie możliwości oglądania Pana w jakiejś nowej roli, ale też liczę, że może Pan kiedyś się jeszcze podzieli swoimi przemyśleniami w kolejnej książeczce (po "Historie rodzinne" zamierzam już za chwilę sięgnąć).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz