niedziela, 10 czerwca 2012

Klient nasz pan ...

Bo to zawsze jest tak, ze jak człowiek nie moze sie czegos doczekac to wiatr mu w oczy bardziej wieje i w ogole ... Wracamy z przyjaciolmi z koncertu z Warszawy. Wyjechalismy z miasta w srodku nocy, przed nami dluga droga, a my jestesmy zmeczeni i glodni. Najprostsze rozwiazanie? McDonald's. Jak na zlosc wszystkie, ktore mijamy po drodze sa juz zamkniete, w koncu jest 3 w nocy. Jedziemy dalej, szyld z golden arches, juz sie cieszymy, zjezdzamy z trasy i ... znow zamkniete... Ale jest! Wreszcie, za 9 km bedzie czynny 24h na dobe McDrive! Uratowani! Zblizamy sie, okazuje sie, ze cel jest po drugiej stronie trasy, a pasy dziela barierki, wiec zawrocic trzeba kawalek dalej, no ale podjezdzamy, parkujemy samochod, bo chcemy rozprostowac kosci, jest dobrze, w srodku sie swieci, ktos sie tam krzata z obslugi, co prawda zamknieta restauracja, ale podejdziemy sobie zamowic do okienka McDrive i zjemy przy stolikach na dworze. Idziemy wiec dookola, bo okienko jest z tylu budynku, zartujemy siebie, ze podjezdzamy niewidzialnym samochodem, a Patryk prowadzi, udajac samochod. Wyglada to komicznie, wiec wybuchamy smiechem. Wybieramy co chcemy z wystawionego menu, ale nikt sie nie zglasza, zeby odebrac nasze zamowienie (mimo, ze napis wyraznie mowi "Tu zloz zamowienie";P) Dolacza do nas mlody chlopak, tez wyszedl ze swojego samochodu i zrobil to co my, pyta nas czy czynne. Mowimy, ze teoretycznie tak, ale nikt sie nie zglasza. Znow zartujemy, ze pewnie jest tam specjalny czujnik na samochod, albo trzeba zatrabic, to wtedy ktos sie zglosi. No ale idziemy do nastepnego okienka, gdzie teoretycznie sie placi - nikogo. Idziemy dalej do okienka, gdzie sie zamowienie odbiera - tez nikogo. Wracamy do poprzedniego, pukamy w szybke, zauwazyla nas jakas pani i powiedziala, zebysmy podeszli do nastepnego okienka, a ona juz podejdzie. No to super, zaraz sobie zjemy :) Na dworze troche chlodno, w koncu jest nad ranem, ale zaczyna sie robic coraz jasniej, ladne chmurki, przez ktore dyskretnie przekrada sie slonce ... Pani podchodzi, my kulturalnie przepuszczamy w kolejce tego chlopaka - nas jest czworka, wiec zajmie to dluzej. Chlopak zamawia, my zamawiamy, kazdy po kolei. Czekamy, odchodzimy troszeczke na bok. Teraz juz nam troche zimno. W miedzyczasie podjezdzaja dwa samochody pod okienko. Czekamy, minuty leca, jakos naprawde dziwnie dlugo na to wszystko, zartujemy, ze przynajmniej wszystko swiezutkie nam zrobia, skoro tyle czekamy juz. Chlopak tez czeka obok. Juz widzimy, ze zamowienia sa przygotowywane, pani pakuje kanapki do firmowej torby i ... jakze duze jest nasze zdziwienie, kiedy nie dostaje ich ani chlopak, ktory zamowil pierwszy, ani zadne z nas, tylko kierowca samochodu, ktory podjechal z miedzyczasie. Chorem wolamy w oburzeniu "Ejjjjjj!" Samochod odjezdza, od razu podjezdza nastepny z kolejki, kierowca sklada zamowienie, pani z okienka gdzies sobie idzie, pewnie po jakis produkt z zamowienia. Wraca, ale znow swojego zamowienia nie otrzymujemy my, ani ow chlopak, ale kierowca drugiego samochodu! Jako, ze juz naprawde dlugo czekalismy, jestesmy glodni i zmeczeni, teraz jeszcze nam zimno, to miedzy soba krytykujemy glosno ta cala sytuacje, takze "obslugujaca" nas pani na pewno slyszy, mimo, ze znow po cos odeszla. Kiedy zbliza sie do okienka pytam jej wprost dlaczego tamci panstwo zostali obsluzeni wczesniej niz my, przeciez zlozylismy zamowienie duzo wczesniej. Kobieta patrzy na mnie, chwilka konsternacji na jej twarzy, odpowiada "Bo Ci Panstwo byli samochodem" Mowimy, ze przeciez, tez podjechalismy samochodem, tylko wysiedlismy (niby jak sie mielibysmy tam inaczej znalezc, w koncu dookola nic nie ma oprocz drogi i lasu). To wszystko oczywiscie byloby zrozumiale w dzien, kiedy czynny jest caly lokal, wiec byloby to bardzo logiczne, ale w nocy, kiedy nawet okienko McDrive'a jest nieczynne to naprawde nie ma znaczenia czy zamowienie skladamy z samochodu, czy tez po wyjsciu z niego! Chlopak mowi, ze on na swoim samochodzie ma jakis tuzin innych. Pani udaje, ze nie slyszy naszych komentarzy. No nic. Wydaje nam to, co zamowilismy. Chlopak przed nami upomina sie o swoja cole. Niewzruszona pani odpowiada mu, ze "tak, w jego zamowieniu brakuje napoju", chlopak pyta wiec, czy wsrod stojacych na ladzie napoi jest jeden dla niego, na co krzatajaca sie gdzies w oddaleniu kobieta odpowiada, ze tak, ale w ogole jej nie spieszno,  zeby podac. W koncu dostajemy to na co czekamy. Siadamy przy ogrodkowych stolikach. Jemy. Cudownie. Zartujemy, ze dziwna ta obsluga, czy ta kobieta nie wiedziala, ze podjechalismy samochodem? Przeciez Patryk prowadzil ...
 Widzimy jak odjezdza chlopak, ktory zamawial przed nami - prowadzi duza lawete (czy jak sie to tam fachowo zwie? Ciagnik? ;P) z tuzinem nowych samochodow ... Wsiadamy do samochodu, zeby wyjechac z powrotem na trase musimy zatoczyc koleczko, przejezdzamy wiec pod okienkiem McDrive'a. machamy przemilej pani ... Usmiechamy sie, ona jakos ma kwasna mine ...
;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz