środa, 13 czerwca 2012

igrzyska zycia i smierci

"- Szykujecie się no nowej wojny? - pytam Plutarcha.
- Och, nie teraz. Obecnie przechodzimy ten uroczy etap, kiedy to wszyscy są zgodni, że nie wolno już nigdy dopuścić do tego, żeby powtórzyły się niedawne okropności -wyjaśnia. - Ogół jednak dość szybko zaczyna się różnić opiniami. Jesteśmy kapryśnymi, głupimi istotami o marnej pamięci i wielkim talencie do samozniszczenia. Ale kto wie? Może to właśnie to, Katniss."
Suzanne Collins "Kosogłos"

Skończyłam dziś książkę. Ostatnią z trylogii Suzanne Collins, zaczynającą się "Igrzyskami śmierci", poprzez "W pierścieniu ognia" a na "Kosogłosie" kończąc. Czytając ostatnie strony nie rozpłakałam się tylko dlatego, ze jechałam pociągiem, wiec głupio tak beczeć przy ludziach, ale oczka zaszklone i smutne... Smutne, bo historia ściskająca serce, przerażająca, fascynująca, pełna niespodzianek i na dodatek niestety się już kończy. Od pierwszej części polubiłam Katniss Everdeen, tę młodą dziewczynę o odważnym sercu i sile charakteru, która ratując innych poświęca siebie a przy okazji, chyba trochę przypadkiem daje sile innym, aby przeciwstawić się okrutnemu światu. Światu, który rządzony jest przez prezydenta dyktatora, który aby utrzymać władzę i dusić wszelkie protesty ciemięży mieszkańców państwa Panem, a coroczne igrzyska - podczas których niewinni nastolatkowie zmuszeni są do wzajemnego zabijania się, aby samemu przeżyć, na dodatek zorganizowane z wielką pompą jako coś zupełnie wyjątkowego i godnego zaszczytu oraz transmitowane na żywo jako reality show w publicznej telewizji - to sposób, na zastraszenie ludzi a jednoczesne utrzymanie obłudy, że to o dobro ludzi chodzi. Nie ma wolności w tym świecie. I w tym wszystkim Katniss, dziewczyna, która igra z ogniem, to ona staje się inspiracją i nadzieją na lepsze życie. Wraz z nią stanęłam do walki, leczyłam rany, załamywałam się i nie poddawałam, przeżywałam jej dylematy (może czasem własne) i szukałam sensu i pocieszenia nucąc pieśń kosogłosa...
Książki wciągające niesamowicie, bo i historia dość niezwykła, krwawa, tragiczna, smutna, pełna zaskakujących momentów. Wciąż czekałam co będzie dalej i jak się potoczą dalej losy bohaterki i jej bliskich i czy uda im się wyrwać z tego błędnego koła. 
Jednak to, co podobało mi się w tej historii bardzo to jest to, ze prowokuje do przemyśleń. Jak wygląda dzisiejszy świat? Czyż nie jesteśmy wystawieni na arenę w reality show? Przecież ostatnio telewizje opanowały reality shows. Może czasem nawet sami się tam pchamy? Lubimy podglądać innych ludzi, a sami wystawiać swoje życie na widok publiczny. Czyż nie prowadzimy wojen, z pozorów w dobrych celach lecz tak naprawdę głownie dla własnych korzyści? I nie tylko tych wojen z żołnierzami i spadającymi bombami, ale także tych codziennych. W pracy. W szkole. W domu. Na ulicy. Prowokujemy, zabijamy się słowami i wrogim nastawieniem do innych. Czy nie zapominamy o wartościach, za które wspólnie walczymy i o tym co jednoczy ludzi, gdy tylko mamy większa od reszty władze i możliwości? Czy dla wspólnych celów nie szukamy przyjaciół wśród wrogów zapewniając obłudnie, ze odtąd wszelkie spory się tym samym zakończą, tylko osiągniemy ten czy inny cel, a po wszystkim już nie pamiętamy o pięknych słowach i znów zaczynamy walczyć za sobą? Takie niestety jest życie i tacy niestety są ludzie... Lecz jest tez nadzieja, że na tym świecie są wartościowi ludzie gotowi poświęcić się ideałom, nie poddający się i nie za przestający dążenia do celu mimo przeciwności losu. Pewnie walka jest wpisana w nasz krew, tak samo jak pewnie chęć bycia podziwianym przez innych ludzi, bycia na świeczniku, bycia dla kogoś idolem. Ale tez chyba potrzeba buntu przeciwko niesprawiedliwości, odwaga i siła przetrwania, a to wszystko jeszcze może coś zmienić...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz